Mo

„Dlaczego nie zamieniłabym mojego ciała na inne? Bo moje ciało jest super i rodzi ładne dzieci! Cholera, ja naprawdę lubię siebie i nie chciałabym niczego w sobie zmienić, no może oprócz zrobienia kilku nowych tatuaży…”

 

Jak zapewne widać po zdjęciach, ten wywiad z Moniką zrobiłam latem, ale publikuję go dopiero teraz (brawo ja!). A Monika to świetna dziewczyna – młoda mama, była blogerka, świetna fotografka… Mam nadzieję, że rozmowa Wam się spodoba!

 

 

 

_mg_3592a1_1

 

 

 

Opowiedz coś o Twojej relacji z ciałem. 

Przez długi czas, szczególnie jako młoda dziewczyna, miałam ogromny problem ze swoim wizerunkiem. Nie chodzi tu tylko o ciało, ale to, co mi wolno, co powinnam robić, jaka powinnam i nie powinnam być, jak powinnam się ubierać czy malować żeby być po prostu okej. W zasadzie to wtedy nie wiedziałam nawet, czym dla mnie jest to enigmatyczne „bycie okej” – czy to aprobata ze strony koleżanek, zainteresowanie chłopaków, uznanie rodziców… Wiedziałam tylko, że muszę być jakaś dla kogoś, a nie dla siebie, nie zastanawiałam się nad tym, co jest ważne dla mnie, a starałam się tylko zadowolić innych. Chciałam być chuda, mieć ładną cerę i ogólnie być ładna tylko po to, żeby inni mnie akceptowali. Wychowywałam się wprawdzie pośród kobiet silnych, ale jednak dalej osadzonych w stereotypie, że kobieta musi mieć makijaż, być wystrojona, szczupła, nie może mieć dodatkowych kilogramów (na marginesie: fraza „dodatkowy kilogram” brzmi najzwyczajniej w świecie głupio, bo niby do czego on jest dodatkiem?). Nie miałam żadnych wzorców, które pokazywałyby mi, że można żyć po swojemu, a nie tak, jak pokazane jest w telewizji, dlatego wspieram całym sercem projekt Kobiety bez Diety, bo dziewczyny, które się tutaj wypowiadają mogą takimi wzorcami się stać.

 

 

 

Jak udało Ci się zmienić podejście?

Większa świadomość siebie i tego, że wcale nie muszę się do nikogo dopasowywać przyszła mi chyba dopiero z wiekiem. To oczywiste, że inaczej myśli nastolatka, a inaczej kobieta, a uważam, że wkroczyłam już w etap pełnego celebrowania swojej kobiecości. Z czasem zbieramy doświadczenia, dowiadujemy się więcej o sobie. Sporo osiągnęłam metodą prób i błędów – kreowałam swój wizerunek na różne sposoby. Był czas, że właściwie cały czas chodziłam w wysokich obcasach i odmawiałam ściągania ich aby ktoś nie zorientował się przypadkiem, że jestem niska. Potem byłam totalną „fleją” (moja mama mówi na to „obwieś”) która nie regulowała brwi, nie czesała włosów i chodziła w podartych ubraniach. To były skrajności, które mi nie służyły. Teraz czuję, że znalazłam balans. Nie mówię, że nie lubię dobrze wyglądać, ale nie jest to jakimś moim nadrzędnym celem. Zmienił się też mój pogląd na to, co to znaczy dobrze wyglądać, bo kiedyś myślałam, że to rozmiar 0, cera bez niedoskonałości, długie, kręcone włosy, ubrania od projektantów… A przecież nie w tym rzecz.

 

 

 

_mg_3571a1_2

 

 

 

A jaki wpływ na postrzeganie ciała miały dla Ciebie ciąża i macierzyństwo?

Ciąża i macierzyństwo wpłynęły bardzo pozytywnie na moje postrzeganie ciała głównie dlatego, że dałam sobie dużo luzu w stosunku do wyglądu. Wprawdzie krótko po porodzie miałam duże ciśnienie, żeby szybko wrócić do formy, wcisnąć się w rurki i szpilki i być „sexy mamą”, ale szybko zrozumiałam, że nie tak sobie to natura zaplanowała i na ewentualne zmiany potrzeba czasu. Postanowiłam zaakceptować moje rozstępy, odstający brzuch, posiniaczone nogi i podkrążone oczy. Lubię je, tak serio i szczerze. Lubię.

Zrozumiałam, że dobrze jest fajnie wyglądać, ale tak naprawdę najważniejsze jest to, co mamy w środku. Minęły ponad 3 lata od kiedy urodziłam dziecko i nadal nie jestem idealna w mainstreamowym tego słowa rozumieniu, ale to nawet dobrze, bo od ideału wolę to, co jest wystarczająco dobre, a moje ciało właśnie takie jest. Urodzenie dziecka bardzo pozytywnie wpłynęło na moją ogólną samoocenę. Fakt, że byłam w stanie nosić pod sercem i potem urodzić takie piękne i zdrowe dziecko dał mi kopa i sprawił, że doceniłam siłę swoją i swojego organizmu. Mam też na pewno więcej akceptacji we wszystkich sferach życia, na więcej sobie pozwalam i nie przejmuję się już tak bardzo tym, że mogę odrobinę przytyć gdzieś w biodrach albo mogę popełnić jakąś gafę.

 

 

 

 

Co jest dla Ciebie takim kluczem do dobrych relacji ze sobą?

Moim zdaniem kluczem do dobrych relacji ze sobą jest zrozumienie, co jest dla nas ważne. Ja po wielu latach poszukiwania idealnego wyglądu zrozumiałam, że nie jest on dla mnie tak ważny, jak rozwój wewnętrzny i to na nim postanowiłam się skupić. Tak naprawdę ludzie, którzy mnie otaczają zwracają uwagę na to, jaka jestem w środku, a nie na zewnątrz, więc dlaczego miałabym się zamartwiać tym, że mam coś za małe (cycki), albo coś za duże (tyłek?). Dobre relacje z ciałem pielęgnuj przez aktywność fizyczną, która jest dla mnie formą rytuału. Ruszam się nie żeby osiągnąć atletyczną sylwetkę, ale żeby czuć, że robię dla siebie coś dobrego i zdrowego, nawet jeśli robię to nie tak często jak to sobie zaplanowałam. Zresztą, jestem chodzącym przykładem na to, że figura lansowana przez różnych guru fitnessu nie zawsze jest osiągalna. Naprawdę dużo się ruszam, ale moje ciało się nie zmienia, ciągle wygląda tak samo. Nie mam predyspozycji, żeby wyglądać jak Ewa Chodakowska i to jest w porządku. Obraz dobrej formy w mediach jest przekłamany i bardzo skrajny, a przecież ciało aktywnej osoby nie musi wyglądać jak na reklamie odżywki białkowej. Dlatego stawiam na sport nie dla efektu wizualnego, a dla zdrowia, które przecież nie jest nam dane na zawsze. Wyrażam tak miłość i szacunek do siebie i swojego ciała.

 

 

 

 

_mg_3595a1

 

 

 

 

Czym jest dla Ciebie atrakcyjność? I kiedy sama czujesz się najbardziej atrakcyjna?

Upatruję atrakcyjność we wnętrzu człowieka, w rozumie i umiejętności komunikacji, dlatego czuję się mało atrakcyjna nie kiedy gorzej wyglądam, a kiedy puszczają mi nerwy i jestem zołzą. Robię brzydkie rzeczy i czuję się brzydka na zewnątrz. Z kolei najbardziej atrakcyjna czuję się, kiedy jestem z moim synem, a on mnie gładzi po twarzy i mówi, że jestem bardzo ładna. I jak na niego patrzę, bo to takie ładne dziecko, a przecież jego uroda to 50% mojej zasługi! (śmiech).

Jeszcze co do atrakcyjności… Czasami kobiety upatrują swojej atrakcyjność w tym, czy faceci się za nimi oglądają. A ja chciałabym, żeby wszystkie kobiety wiedziały, że w pierwszej kolejności muszą pokochać siebie, a dopiero później zostaną pokochane przez kogoś innego. Mam wiele koleżanek, które żaliły się mi, że facet nie zwrócił na nie uwagi, więc są beznadziejne i brzydkie. Przecież to nie facet decyduje o tym, czy dana kobieta jest brzydka, czy ładna! Strasznie nurtuje i martwi mnie to, że wiele kobiet wygląda jakoś po to, żeby zadowolić mężczyzn. Nie powinno być to nadrzędnym celem dla kobiety. Uważam, że moją największą wartością jako kobiety i potencjalnej partnerki jest to, co mam w środku. Nie jestem typową seksbombą, ale  nie narzekam na brak zainteresowania ze strony mężczyzn, wręcz przeciwnie, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu podaż jest wyższa niż mój popyt, a ja przecież wcale o to nie zabiegam ani mi na tym nie zależy i zdecydowanie nie manifestuję za pomocą swojego wyglądu chęci znalezienia życiowego partnera. Nie wstydzę się tego, że lubię się czasem podobać, stąd obcasy i ładna bielizna w mojej szafie, ale bez przesady, one są głównie dla mnie, a nie dla kogoś innego. Chciałabym, żeby kobiety myślały podobnie, oszczędzi im to wiele rozczarowań, przepłakanych nocy i da wiele radości z bycia piękną – dla siebie.

 

 

 

I na koniec: dlaczego nie zamieniłabyś swojego ciała na inne?

Dlaczego nie zamieniłabym mojego ciała na inne? Bo moje ciało jest super i rodzi ładne dzieci! (śmiech) Cholera, ja naprawdę lubię siebie i nie chciałabym niczego w sobie zmienić, no może oprócz zrobienia kilku nowych tatuaży…

 

 

x

 

 

 

wywiad i zdjęcia by Zuza @kobietybezdiety

odpowiedzi by Mo @momowiczmo

Reklamy