To, co z Ciebie wychodzi jest obleśne

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego, po co i w jakich okolicznościach powstają niektóre zdjęcia, czy projekty?
Dopiero po roku czasu mam odwagę powiedzieć, dlaczego powstał projekt #girlsproblems. Projekt, który jest dla mnie bardzo ważny, osobisty i bolesny.

 

 

dsc_2096nowe

 

 

Na początku od „żony swojego wujka” dowiedziałam się, że jestem brzydka, mam pryszczaty ryj i wstyd ze mną gdziekolwiek wychodzić. Wiedziała, w jaki punkt uderzyć, znała moją niską samoocenę. Ja oczywiście w to uwierzyłam. Przecież sama to sobie wmawiałam, więc słowa te wypowiedziane z ust kogoś innego były tylko potwierdzeniem. Podobne ‚komplementy’, czy dziwne spojrzenia spotykały mnie raz na jakiś czas. Dlaczego nie uciekałam, po co tego słuchałam? Mieszkałam u rodziny w Anglii. Wiecie, poleciałam po „lepsze życie”. W swoim mniemaniu nie miałam wyboru. Chciałam wszystkim pokazać, że dam radę, jestem silna, że rezygnacja ze studiów to był dobry pomysł. Kto inny jak nie ja?!

 

 

dsc_2134nowe

 

 

Wytrzymałam długo, bo ponad 2 miesiące. O 2 miesiące za długo. Powinnam była uciekać od razu – ratować siebie i swoją psychikę. Za wszelką cenę chciałam jednak pokazać, że dam radę. To był ostatni weekend listopada 2015. Siedziałam zmarznięta w rogu kanapy i popijałam herbatę. „Jesteś beznadziejna, wiesz? Jedyne, co cię czeka w życiu to zamiatanie podłogi.” Przytaknęłam, co miałam zrobić? Po raz kolejny zawiodłam samą siebie i nic nie odpyskowałam. Ja, która zawsze miałam najwięcej do powiedzenia, teraz siedziałam cicho i godziłam się na wszystkie obraźliwe rzeczy, które do mnie mówili. Powiecie pewnie, że jestem głupia, po co tam siedziałam, że wy już dawno byście tej „rodzinie” nawrzucali i stamtąd uciekli. Gówno prawda. Zrobilibyście to samo, co ja. Siedzieli, słuchali i wierzyli w każde jedno słowo. W pewnym momencie nadszedł czas na temat kobiecości, której ich zdaniem nie posiadałam. Byłam tylko brzydką, głupią dziewczynką ze wsi. Rozmowa ta toczyła się w towarzystwie 12-letniego chłopca oraz męża „żony mojego wujka”.  Zostałam zapytana, czy nie jest mi wstyd trzymać podpaski w łazience? „Przecież na to patrzą chłopcy, w dodatku dzieci. Co Ty masz w głowie?” Miesiączka zawsze wydawała mi się czymś normalnym, zdrowym i potrzebnym. Po prostu wiedziałam, że tak musi być i koniec kropka. Nigdy nie odbierałam tego jako coś zakazanego. Myślałam, że kiedy ma się 12 lat, nie jest to temat tabu. Zarówno dla dziewcząt, które najczęściej w tym wieku dostają pierwszego krwawienia, jak i dla chłopców, którzy w tym wieku mają taki przedmiot jak „wychowanie do życia w rodzinie” i wiedzą o tym mniej lub więcej. I w końcu padły tytułowe słowa: „To COŚ co z Ciebie wychodzi jest obleśne, powinnaś się tego wstydzić, jesteś odrażająca.” Chłopczyk siedział i patrzył na mnie jak na potwora. Ja sama czułam się jak potwór. Czułam się brudna, upokorzona i może to zabrzmi idiotycznie, ale wstydziłam się, że jestem kobietą. Było mi wstyd za to, że jestem zdrowa, jestem dziewczyną i mam miesiączkę. Brzydziłam się sama siebie. I może znowu powiecie, że byłam głupia. Ale mając zerową samoocenę, będąc odcięta od rodziny, chłopaka i przyjaciół, z dala od domu i z brakiem poczucia bezpieczeństwa- uwierzycie we wszystko co ktoś wam powie tak jak ja to zrobiłam. Tak więc byłam potworem wydalającym z siebie coś odrażającego. Tamtego wieczora usłyszałam jeszcze dużo przykrych rzeczy na swój temat, których nie będę tu opisywać. Nagle wróciły lęki z dzieciństwa, chore obrazy i ten głos z tyłu głowy. Nie spałam całą noc, po kryjomu załatwiłam przejazd do Polski, a spakowanie się zajęło mi kilka minut. Już nie chciałam nikomu nic udowadniać, nie chciałam pokazywać, że jestem odważna, że poradzę sobie. Po prostu uciekłam. Wiedziałam, że jeśli nie zrobię tego teraz, będzie już za późno.

 

dsc_2069nowe

 

 

Po powrocie do domu nie mogłam się pozbierać, nienawidziłam siebie jeszcze bardziej, niż przed wyjazdem. Dużo płakałam, ale obok mnie była rodzina, chłopak, przyjaciele. Pewnego dnia, analizując po raz setny cały ten pobyt za granicą, coś sobie uświadomiłam. Ta kobieta z jakiegoś powodu musiała być bardzo nieszczęśliwa, żeby tak strasznie zniszczyć młodą dziewczynę. Dziewczynę, która była wręcz idealna do takiego poniżania, bo była bezbronna. Dziewczynę, która nie do końca pogodziła się ze swoim ciałem i była podatna na krytykę. Powtarzałam w głowie „To co z Ciebie wychodzi jest obleśne.” I w końcu zadałam sobie to pytanie: „A jakie ma być, brokatowe?” Jakie mają być pryszcze, czy inne zmiany skórne, jaki ma być łupież i blizny? I wtedy doszłam do pewnego wniosku. Są rzeczy, których nie lubimy, które nas męczą,  sprawiają, że czujemy się ze sobą źle. Ale hej! To właśnie my. To nie jest nic złego, to jest ludzkie. Jest nasze – jest piękne. Oczekiwania niektórych ludzi są naprawdę przerażające, ale nie warto próbować im sprostać. Zdałam sobie sprawę, że wiele osób postrzega nas – kobiety jako COŚ, co ma być cały czas doskonałe i ma świecić – jak ten brokat. A przecież dziewczyny też mają problemy, gorsze dni. Czasami wcale nie chcą być idealne, bo są tym zmęczone.

 

 

dsc_2126nowe1

 

 

Powiedziałam mojemu chłopakowi o tym, co wymyśliłam. O projekcie #girlsproblems, który ma w sobie rzeczy, których często nie lubimy, czy się ich wstydzimy. Rzeczy, które czynią nas mniej odważnymi i mniej radosnymi. I z jego pomocą powstało to, co teraz oglądacie. Wprawdzie dawne myśli wciąż do mnie wracają, ale teraz jestem pewniejsza, silniejsza. Wiem, że moje niedoskonałości sprawiają, że jestem właśnie tym, kim jestem.
Tak więc projekt powstał nie przeze mnie, ale przez inną kobietę. Kobietę, która jest pielęgniarką, matką trójki dzieci i żoną mojego wujka. Przerażające, prawda?

 

 

dsc_2092nowe

 

 

 

x

 

tekst i zdjęcia by Magda @hellom0m

 

Reklamy