„Czego kiedyś w sobie nienawidziłaś, a teraz kochasz?”

Na instagramie zadałam moim obserwatorkom pytanie:

 

„Czego kiedyś w sobie nienawidziłaś, a teraz kochasz?”

 

I oto ich odpowiedzi:

 

  • BLIZN

1,5 roku temu miałam wypadek na rowerze – po prostu nie wyrobiłam zakrętu i boleśnie upadłam. Rozcięłam sobie przy tym udo i łokieć, co skutkowało dosyć sporymi, sinymi bliznami, które mam do dziś, bo moje ciało ma taką przypadłość, że nie schodzą z niego nawet małe uszkodzenia. Zawsze kiedy jestem u dermatologa, moja mama pyta się, czy można jakoś usunąć te blizny, ale ja sama nie wiem, czy chciałabym to zrobić. Fakt, kiedyś bardzo ich nie lubiłam, ale z biegiem czasu stały się one po prostu częścią mnie, czynią mnie wyjątkową i zawsze to jakiś temat do rozmowy!
Magda

 

xx

 

  • CHARAKTERU

Z charakteru jestem tak zwaną petardą. Jestem gadułą i energicznym cholerykiem. Zawsze wiedziałam, że różnię się od wszystkich bezbarwnych dziewczyn, lecz kiedy miałam jakieś 13 lat, uważałam to nie za zaletę, a wadę. Czułam się od nich w jakiś sposób gorsza, z tego powodu też przycichłam i wpadłam w kompleksy. Nie mam ani jednego zdjęcia z tamtego okresu, bo brzydka, bo inna, bo gorsza… Z tego letargu otrząsnął mnie tata pozornie prostymi słowami, że jestem piękna, a to wszystko tylko sobie wmówiłam. Zrobiłam sobie wtedy grzywkę, kupiłam spodnie rurki i zauważyłam, że nie jest ze mną tak źle, jak mi się wydawało. Doszło do mnie, że tak naprawdę nie byłam obleśna i dziwna, a po prostu oryginalna! Odzyskałam pewność siebie i nie boję się jej wykorzystywać! I taka refleksja na koniec: brak kompleksów uwalnia!
Gabi

x

 

 

  • TWARZY

Kiedyś  nie lubiłam swojej twarzy, nie lubiłam patrzeć w lustro, czy robić selfie. Piękno widziałam tylko w innych, nigdy w sobie. Myślałam, że nie jestem godna być czyjąś koleżanką, bo nie jestem ładna. W pewnym momencie zauważyłam jednak mały blask piękna w moich brwiach, których kształt okazał się bardzo ładny. Lubiłam je coraz bardziej i bardziej. W końcu zaczęłam zauważać coś ładnego też w moich oczach, później nosie, rzęsach, policzkach… Najtrudniej było mi przekonać się do uśmiechu, który uważałam za krzywy, nietypowy, nienormalny. Ktoś mi jednak wkrótce powiedział, że mój uśmiech jest bardzo ładny i tych ktosiów troszeczkę się namnożyło. W końcu polubiłam moją twarz taką, jaka jest. Może i nie jest najpiękniejsza, ale ja ją kocham, bo w jakiś absurdalny sposób jest częścią mnie. Najważniejsze w tym było tak jakby wyłączenie w głowie przycisku ‚porównywanie się do innych’. Ciągle mam chwile, w których chciałabym tylko iść spać i się nie obudzić, ale wtedy myślę sobie: ej, to nieprawda, wszyscy mówią co innego, nawet ty sama rano tak sądziłaś” i idę spać, a rano budzę się i mam ochotę tańczyć!
Soja

 

 

xx

 

 

  • ODSTAJĄCYCH USZU

Od dziecka pamiętam stygmat odstających uszu: babcia krzyczała na mamę, że mogła mi je przyklejać plastrami i wszystko byłoby w porządku, koleżanki mnie wyśmiewały, a ja starałam się ukryć je za wszelką cenę… W końcu rodzice powiedzieli, że skoro tak bardzo chcę, to mogą zapłacić za operację plastyczną. Miałam jedenaście lat, byłam przerażona, ale myślałam tylko o tym, że w końcu będę normalna. Na szczęście na wizycie kontrolnej przed zabiegiem lekarz powiedział, że nie wyraża zgody na zabieg, bo moje uszy jeszcze rosną (jak to JESZCZE ROSNĄ?!) Po tym incydencie temat delikatnie się rozmył, pojawiło się gimnazjum, gdzie wszystko było dla mnie stresujące, a uszy były tylko wisienką na torcie. Powoli jednak się do tego przyzwyczaiłam, nie była to wprawdzie pełna akceptacja, ale zawsze coś. Znalazłam też grupę przyjaciółek, cudownych dziewczyn, z których każda była piękna, wręcz zjawiskowa. Przed nimi też ukrywałam moje uszy, każda z nich dowiadywała się o moim kompleksie dopiero, kiedy bezpośrednio się wygadywałam. Zaczęło do mnie docierać, że tylko ja to widzę, a tak naprawdę widzi je mała dziewczynka, której rodzicie wmówili kilkanaście lat temu, że to problem. W tym czasie poznałam też chłopca, który zaakceptował wszystkie moje ‚wady’ nazywając je normalnymi lub uroczymi. Teraz czuję się ładna i co ważniejsze – pewna siebie, a o dawnym kompleksie zdążyłam zapomnieć!
– Paulina

 

x

 

 

  • ZBYT SZCZUPŁEJ SYLWETKI

Kiedyś nienawidziłam w sobie wszystkiego, dosłownie. Moja historia jest jednak troszeczkę inna, bo nigdy nie miałam problemów z nadwagą, rozstępami, czy innymi rzeczami, którymi zazwyczaj zadręczają się dziewczyny. Ja w moim mniemaniu byłam za chuda, a do tego wyższa niż rówieśnicy. W gimnazjum wołali na mnie żyrafa, śmiali się, że nie mam biustu albo tyłka. Swoją twarz wkrótce również uznałam za niezbyt urodziwą, bo odbiegała od twarzy szkolnych wymalowanych piękności. W efekcie nie potrafiłam normalnie spojrzeć w lustro. Przełom w tym nastąpił całkiem niedawno, kiedy pewna agencja modelingowa zaproponowała mi współpracę. Wszystko zmieniło się o 18o stopni. Co milsze osoby zamiast zazdrościć, chwaliły moje pierwsze zdjęcia, co bardzo mnie podbudowywało i w końcu doprowadziło do tego, że moją urodę i budowę zaczęłam traktować jako atut i zorientowałam się, że nie warto przejmować się opinią innych!
– Patrycja

xx

 

  • KOBIECYCH KSZTAŁTÓW

W gimnazjum moje ciało zaczęło się zmieniać. Powiększyły się moje piersi i biodra, które były w tamtym okresie największą zmianą mojego życia. Przez pewien czas nie mogłam tego zaakceptować i chciałam wrócić do wagi sprzed okresu dojrzewania. W głowie zakodowałam, że jeżeli na wadze pojawi się mniejsza cyferka, to będę lepszą córką, będę lepiej się uczyć i inni będą bardziej mnie lubić. Przez prawie rok podążałam w internecie za kobietami, które mówiły, że jeżeli będę ćwiczyć i jeść jak one, będzie mi lepiej. Nic bardziej mylnego! Nienawidziłam siebie i ślepo podążałam za sztucznie wykreowanym ideałem, zapominając jaka tak naprawdę jestem. Dopiero niedawno zorientowałam się, że idealne nie istnieje, a najpiękniejsza będę, jeśli będę sobą. Kocham teraz swoje biodra, które nie zawsze mieszczą się w sklepowe 38. Kocham moje rozstępy i nieujarzmione brwi. Kocham to, jaka jestem, bo te wszystkie rzeczy czynią mnie wyjątkową!
Julia

 

 

x

 

  • WSZYSTKIEGO

Wracając myślami do lat, w których ciężko mi było zaakceptować siebie, mam wrażenie, że nie lubiłam w sobie wszystkiego. Przez całą podstawówkę i gimnazjum byłam najgrubsza w grupie. Nie potrafiłam polubić siebie, przez co do głowy przychodziły mi głupie pomysły i zaczęłam dietowanie, które przerodziło się w zaburzenia odżywiania. Zamknęłam się w sobie i bardziej wegetowałam, niż żyłam. W końcu po długiej męce przyszedł wewnętrzny spokój. Oczy patrzą na jedzenie jak na coś wspaniałego, a nie tylko liczby. Podoba mi się to, co widzę w lustrze. Nauczyłam się uśmiechać i uważam, że pomimo krzywej jedynki wychodzi mi to całkiem nieźle! Z nieakceptującego siebie dziecka stałam się kobietą, która nie ma nic do zarzuceniu swojemu odbiciu, a miłość do własnego ciała pogłębia w sobie każdego dnia!
Jessie

 

xx

 

tekst by Zuza @kobietybezdiety

rysunek by Ola @grly

 

 

Reklamy