dziewczyny i makijaż

makeup1

 

 

 

W pisaniu tego posta wyręczyły mnie trzy laski: Alicja i dwie Ole. Bez zbędnego rozwodzenia się powiem, że zapytałam je o ich stosunek do makijażu, rytuały pielęgnacyjne i kilka innych równie przyjemnych rzeczy. Już więcej nic nie piszę, bo pewnie chcecie jak najszybciej przejść do tekstów dziewczyn. Zapraszam więc do czytania!

 

 

Alicję  widziałam ją wprawdzie 2 razy w życiu (za każdym razem byłam pijana), ale te 2 spotkania wystarczyły, żeby totalnie zafascynowała mnie swoją osobą. Chciałam napisać, że to najmądrzejsza i najpiękniejszą modelka jaką znam, ale zapomniałam, że to jedyna modelka, jaką znam. Nie ważne, wierzcie mi, że jest super.

 

11025182_1554885598118001_758710700363987532_n

 

„Od modelek wymaga się nieskazitelnie czystej cery o równomiernym odcieniu. Żaden projektant nie chce, by jego kolekcja kojarzyła się z pryszczatą twarzą, ani żeby jakaś krostka odwracała uwagę od ubrań. Modelki są swego rodzaju bazą, na której tle ubrania czy kosmetyki mają się dobrze prezentować. Tak, jak w kampanii da się jeszcze dokonać retuszu, tak na wybiegu istnieje pewna granica tego, co można ukryć. Presja dotycząca cery jest więc ogromna – jeżeli nie jest czysta, wypadasz z gry.

Ja dbam o cerę w najbardziej naturalny sposób, jaki się da – od wewnątrz poprzez zdrowe jedzenie i pracę nad własną psychiką oraz od zewnątrz poprzez aktywne życie i odpowiednią pielęgnację. Nie mogę powiedzieć, że moja cera zawsze jest nieskazitelna, bo to nie prawda. Mam skórę delikatną i wrażliwą, więc w moim przypadku dużą rolę odgrywa klimat – teraz, gdy jestem w Hong Kongu, moja skóra jest bardzo żywa, świeża i czysta, o co nie tak łatwo było w Polsce.

A co myślę o makijażu? Nie używam specjalnie kolorowych kosmetyków. Nie, nie dlatego, że mam się za zjawiskową naturalną piękność, której makijaż jest zbędny,  lecz dlatego że uważam, iż makijaż zmienia człowieka, w dosłownym tych słów znaczeniu. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że z każdym kolejnym kosmetykiem, który ląduje na mojej twarzy, przekształcam się w inną osobę. Ładniejszą? Nie wiem. Inną? Zdecydowanie. Nie jest tajemnicą, że makijaż robi się właśnie po to, żeby wyglądać inaczej. Ale dlaczego miałybyśmy chcieć wyglądać inaczej? Wierzę, że wszystko w życiu dzieje się z jakiegoś powodu, nie ma przypadków. Tak samo każdy z nas urodził się wyglądając właśnie tak, jak wygląda. Nie mówię, że drobne poprawki estetyczne typu nałożenie korektora pod oczy, żeby rozjaśnić skórę, wyrównanie brwi czy malowanie rzęs są złe, ale nie podoba mi się idea przekształcania swojej twarzy w coś zupełnie innego. Czym jest makijaż dla kobiet? Czymś dzięki czemu zyskują pewność siebie. Nie powinno tak być! Powinnyśmy zawsze czuć się dobrze i pewnie we własnej skórze. Każda z nas jest wyjątkowa i piękna taka, jaka jest.

Dodatkowo uważam, że prawdziwe piękno wychodzi z naszego wnętrza. Żaden makijaż nie sprawi, że będziesz wyglądać lepiej, niż wtedy, gdy promieniejesz radością, pewnością siebie i zapałem do życia.

Apeluję do wszystkich kobiet: celebrujcie i podkreślajcie swoją indywidualną urodę zamiast zakrywać ją szablonami powszechnie przyjętych kanonów piękna!”

 

 

Olę pewnie większość z was kojarzy jako jaglowska. To moja ulubiona dziewczyna z internetu, która jest przy tym realna i niezwykle prawdziwa (no i fascynująca oczywiście!) Połączenie kobiecości i niesamowitej naturalności.

 

2016-02-05-11.49.41-4

 

„Temat kosmetyków? Niezwykle mi bliski. Gdybym miała wymienić typowo ziemskie przyjemności, bez których moje życie stałoby się szaro-buro-monotonne, byłoby to nie tylko gotowanie, czy też zaparzanie kawy, ale również wykonywanie codziennego makijażu. Tak to się w mojej porannej noweli pośpiechu przyjęło, że wykonuję go KAŻDEGO DNIA, wcale nie z obowiązku, z czystej chęci. Tutaj nie tylko o samo poprawienie niedoskonałości chodzi, których przecież jestem totalnie świadoma. Moim zdaniem, makijaż to niezwykła siła, metamorfoza, sztuka funkcjonalna (wraz z ostatnim namalowanym obrazem rozpoczęłam przygodę z pudrem i tuszem do rzęs), to pewna maska chroniąca kobiety przed uzewnętrznieniem, ogołoceniem totalnym. W moim wypadku, makijaż działa nieco podobnie, analogicznie do ubrań – nakładam go, aby społeczeństwo czuło się wobec mojej aparycji komfortowo, ale też abym Ja zachowała szczyptę prywatności. TYLKO moi najbliżsi widzą moją cerę zupełnie nagą. Stawiam raczej na minimalizm, więc z kosmetyków korzystam maksymalnie wielofunkcyjnie, zakupy ograniczam przemyślanymi wyborami, tonami recenzji. Doceniam polskie marki, dla których zawsze znajdzie się miejsce w mojej łazience. Uwielbiam Tołpę, Resibo, Ziaję, czy Bielendę. Dbam, aby produkty, które kupuję nie były testowane na zwierzętach. Jeszcze nad tym pracuję, pozbywam się zła wcielonego nawet ze swojej kosmetyczki.”

 

 

Rozmowa z tą Olą  wprawdzie pojawiła się już na kobietybezdiety, ale nie mogłam powstrzymać się od podpytania jej o miłość do pielęgnacji, którą przez przypadek zaraziłam ją pożyczając jej “Sekrety urody Koreanek”. Codziennie żałuję, że to zrobiłam, bo teraz ciągle słyszę o jej nowych urodowych odkryciach (maska ze ślimaka? krem jajko?)

 

DSC_0298 (1)

 

„Podejście do makijażu… u mnie jest cudowną symbiozą mojego naturalnego ja i wszystkiego tego, co mogę  czerpać ze świata kosmetyków. Uwielbiam się malować, testować nowe rzeczy (biedni Ci, którzy widzą mnie kiedy coś nie wyjdzie) i zagłębiać się w świat matowych szminek i kremów jajek.

To mnie dowartościowuje. Sprawia, że czuję się świeżo, seksownie, profesjonalnie –  o to właśnie chodzi! Po skończeniu porannego rytuału mam być zadowolona i po obowiązkowej kawie gotowa na resztę dnia. Jednak sam makijaż to jedynie wisienka na torcie, dodatek, bez którego zazwyczaj zupełnie swobodnie potrafię się obejść. To, co w największym stopniu wpływa na na moje samopoczucie, to pielęgnacja skóry. I to nie byle jaka, bo wieloetapowa, supermotywująca pielęgnacja rodem z Korei (!).

Jakiś czas temu przeczytałam “Sekrety urody Koreanek” Cho Charlotte. I wpadłam, zakochałam się, całkowicie zmieniłam swoje podejście do pielęgnacji. To nie przymus, tylko przywilej, wyraz mojej troski o samą siebie i o to, co przecież jest wizytówką mnie samej! Od tamtego czasu moja cera regularnie się poprawia, a ja jestem szczęśliwa i makijaż jest dla mnie czystą przyjemnością. Tutaj apeluję i polecam: dziewczyny, czytajcie o pielęgnacji, pogłębiajcie swoją wiedzę i dbajcie o skórę! Zmiana myślenia w tej kwestii to wielki krok do prawdziwej samoakceptacji, tej płynącej z wewnątrz nas.

Też jestem dziewczyną, więc to normalne, że czasami mam gorsze dni (ponownie pozdrawiam tych, którzy mnie wtedy oglądają). Każdej z nas się zdarza, jednak to nic w porównaniu z satysfakcją, jaką odczuwa się wtedy, kiedy nakładanie podkładu to przywilej, nie przykry obowiązek.

Kosmetyki? Poproszę! Ale tylko wtedy, kiedy czuję harmonię z samą sobą. I tego każdej z Was życzę – kochajcie i dbajcie o siebie, doceniajcie się co rano.”

 

 

Trzy dziewczyny – trzy różne podejścia. Wierzę, że i ty masz swoje i bardzo chciałabym je poznać. Jeżeli masz ochotę, podziel się nim w komentarzu, na instagramie albo fejsie.

Buziaki!

 

Reklamy