Ola

„Kocham osobę, którą się stałam i wiem, że jest ona zdolna do robienia wielkich rzeczy, o których anorektyczka nie miałaby siły nawet pomyśleć.”

 

Mnie i Olę po części połączyła podobna historia, a po części nasza nieodparta miłość do średniowiecznych memów, emotek w kształcie kaktusów, dobrego jedzenia i taniego wina. Tutaj opowiada o anoreksji, epizodzie z agencją modelek, przemianie psychicznej i ogromnemu znaczeniu ludzi w jej życiu.

DSC_04201

„Zostałam przyjęta do kliniki dla anorektyczek, lecz miejsce to przeraziło mnie tak bardzo, że zdecydowałam samodzielnie zawalczyć o swoje zdrowie.”

 

Kiedy byłam dzieckiem, miałam problemy z nadwagą, wyglądałam jak mały pulpecik. Pewnego pięknego dnia w gimnazjum uznałam, że trzeba coś wreszcie z tym zrobić. Moja wiedza w zakresie zdrowego zrzucania wagi była zerowa i nie bardzo miałam ochotę ją poszerzać, więc uznałam, że najlepszym sposobem, żeby schudnąć będzie po prostu nie jedzenie niczego. Tak też zrobiłam, w wyniku czego wpadłam w anoreksję. Wpadłam w nią na tyle głęboko, że trafiłam w końcu do kliniki dla anorektyczek. Sprostuję – zostałam do niej przyjęta, ale nigdy tam nie zostałam. To miejsce wydało mi się straszne i do tej pory je pamiętam, mimo że byłam tam tylko raz ponad 5 lat temu. Anoreksję czuje się tam w powietrzu, idąc korytarzem widzi się dziewczyny, które nie mają żadnego życia w oczach, chodzą jak robot… Wygląda to dokładnie tak, jak w filmie Małgorzaty Szumowskiej “Body/Ciało”, który jakiś czas temu obejrzałam i bardzo mnie poruszył właśnie ze względu na to, że przypomniał mi o mojej przeszłości. Podejście personelu też wydało mi się okropne. Miałam wrażenie, że wszyscy tam traktują mnie, jakbym w anoreksję wpadła dla zabawy i jakbym była dzieckiem, które nabroiło i teraz musi dostać karę. Kilka godzin spędzonych tam starczyło mi, żebym zadecydowała, że w żadnym wypadku nie chcę tam zostać. Zdawałam sobie sprawę, że samodzielne wyjście z choroby będzie trudniejsze (chociaż nie wydawało mi się, że tak okropna klinika może mi w jakikolwiek sposób pomóc…), lecz zdecydowałam się spróbować.

 

DSC_01271

„Najsilniejszym impulsem, który sprawił, że zaczęłam walkę o zdrowie była rozmowa moich rodziców, którą podsłuchałam. Mówili wtedy, że wkrótce będę musiała zacząć przyjmować leki psychotropowe, które sprawią, że nigdy nie będę mogła myśleć, ani uczyć się tak dobrze, jak teraz.”

 

Może jeszcze powiem, co w ogóle skłoniło mnie, żeby postarać się wyjść z anoreksji. Najsilniejszym impulsem były dla mnie nie sprawy związane ze zdrowiem psychicznym, czy fizycznym, a jeden pozornie drobny epizod. Pewnego dnia przez przypadek podsłuchałam rozmowę moich rodziców, w której to wspomnieli, że jeżeli dalej tak ze mną będzie, to będę musiała zacząć przyjmować leki psychotropowe, które sprawią, że nigdy nie będę w stanie już myśleć, ani uczyć się tak samo dobrze. Słowa te były dla mnie takim ciosem ze względu na to, że byłam wtedy bardzo zamknięta w sobie i jedyną rzeczą, na której mi naprawdę zależało były dobre oceny. Nie mogłam pogodzić się z myślą, że po tych lekach stanę się po prostu głupia. I właśnie to był punkt kulminacyjny, po którym przestałam tylko obiecywać, że zacznę jeść, ale realnie zaczęłam starać się wrócić do normalności.

 

DSC_04071

„Nie da się robić wielkich rzeczy głodząc się i nienawidząc swojego ciała.”

 

Moją recovery zaczęłam z przytupem, bo od wycieczki do Włoch, podczas której mogłam jeść ile i kiedy chciałam, co w praktyce oznaczało kilkudaniowe posiłki kilka razy dziennie, no i tonę lodów. Wtedy tego oczywiście w pełni nie doceniałam, ale teraz, kiedy o tym myślę, to aż mi ślinka cieknie. (śmiech) Oczywiście nie przez cały czas było tak kolorowo. Strasznie dużo wtedy płakałam. Siadałam nad talerzem, na którym było tylko troszkę jedzenia i zalewałam się łzami, bo nie chciałam tego zjeść, ale z drugiej strony wiedziałam, że muszę. Wychodzenie z choroby trwało jakiś rok. W tym czasie całkowicie zmieniłam się nie tylko fizycznie, ale tez psychicznie. Z zamkniętej w sobie, bardzo emocjonalnej osoby, stałam się osobą otwartą, pewną siebie, cieszącą się życiem. I to wszystko za sprawą tego, że pokonałam swojego wewnętrznego demona, bo tak właśnie najbardziej lubię nazywać anoreksję. Wciąż jednak zdaję sobie sprawę, że on dalej gdzieś we mnie jest. Czasami mam takie chwile, w których myślę, że co ja właściwie robię, dlaczego jem normalnie itp. Kiedy byłam jeszcze świeżo po anie i napadały mnie takie myśli, szłam i zaczynałam po prostu jeść ogromne ilości jedzenia, kompulsywnie się objadałam. Robiłam to, bo bałam się, że znów będę chuda i będę musiała zaczynać wszystko na nowo, a tego bym chyba nie dała rady zrobić. Teraz z kolei w takich chwilach wychodzę do ludzi, bo siedzenie w domu zazwyczaj skutkuje objadaniem albo głodzeniem się. W towarzystwie nie mam ani czasu, ani ochoty zbyt wiele rozmyślać, co bardzo dobrze na mnie działa. Poza tym, do pozostania zdrową motywuje mnie to, że uwielbiam osobę, którą się stałam i wiem, co mogę osiągnąć będąc właśnie taka. Jestem przekonana, że jako anorektyczka nie osiągnęłabym niczego. Nie da się robić wielkich rzeczy głodząc się i nienawidząc swojego ciała.

 

DSC_03151

 

„Dzięki diametralnej zmianie wyglądu udało mi się ostatecznie odciąć się od przeszłości.”

 

Ostatnio diametralnie zmieniłam swój wygląd – obcięłam włosy i przefarbowałam je na blond (sprostowanie – Ola od czasu naszej rozmowy wróciła do swojego naturalnego koloru). Myślę, że to było takie ostateczne odcięcie się od przeszłości. Wcześniej zbyt wiele rzeczy we mnie przypominało tamte czasy. Zmiana ta spotkała się ze strasznym szokiem ze strony znajomych, pierwsze kilka dni było najbardziej komicznym czasem w moim życiu. (śmiech) Ja jednak tego nie żałuję, bo było to ukoronowaniem mojej przemiany.

 

DSC_02011

„Nie da się w pełni odkryć siebie bez kontaktu z innymi.”

 

Najlepiej czuję się, kiedy dbam o siebie, robię dla siebie coś dobrego – mogą to być ćwiczenia albo zakup dobrego kosmetyku. Bardzo dobrze wpływa na mnie też fakt, że dużo czasu spędzam z ludźmi, których uwielbiam. Uważam, że nie da się odkryć siebie w pełni bez kontaktu z innymi. Kiedy jestem z właściwymi ludźmi, którzy w dupie mają to, jak wyglądam, a cenią mnie tylko za charakter, nie mam czasu zbyt wiele myśleć o moim ciele i wracać do przeszłości. Liczy się tylko tu i teraz, które dla mnie jest cudowne.

 

DSC_04181

„A może ja lubię moje ciało takie, jakie jest? Może moją największą ambicją nie jest ciągłe zmienianie tego, jak ono wygląda?”

 

Jeżeli chodzi o tą całą fitpropagndę, to najbardziej denerwuje mnie w niej to, że z góry zakłada ona, że każdy nie lubi swojego ciała i jest w stanie zrobić wszystko, żeby je zmienić. Nie ma w niej miejsca na samoakceptację i miłość. Nikt, kto nie jest “idealny”, na to nie zasługuje. A może ja lubię moje ciało takie, jakie jest? Może moją największą ambicją nie jest ciągłe zmienianie tego, jak ono wygląda? Dlaczego nikt nie zakłada, że tak też można myśleć?

 

DSC_03621

„Agencje modelek mają idiotyczne standardy, a ja nie mam ochoty marnować ani minuty życia próbując się w nie wpasować.”

 

Kiedyś ktoś z pewnej agencji modelek przypadkowo zobaczył moje zdjęcia i skontaktował się ze mną z propozycją współpracy. Wydawała mi się to całkiem fajna sprawa, więc pojechałam na spotkanie do ich biura. Wypełniłam kilka formularzy, zostałam obmierzona od lewej do prawej, na ukos i od góry (po czym zostałam uprzejmie poinformowana, że mimo, że jestem bardzo szczupła, muszę jeszcze zrzucić kilka kilogramów). Potem zrobiono mi kilka zdjęć, nagrano filmik, na którym coś mówię. Spotkałam się też z szefową, której całkiem się spodobałam. Po wszystkim obiecali, że skontaktują się ze mną następnego dnia i tak też zrobili. Wszystko ze mną było ładnie pięknie, jednak nie mogli mnie przyjąć, bo… mam za blisko siebie osadzone oczy. Niesamowicie mnie to rozśmieszyło, do teraz żartuję, że jestem cyklopem. (śmiech) Zorientowałam się wtedy, jak idiotyczne standardy mają agencje modelek i mimo, że teoretycznie mogłam spróbować sił w innej, nie zrobiłam tego. Wiem, że ponowne wejście w świat, w którym liczy się tylko i wyłącznie wygląd nie byłoby dobre dla mojej psychiki. Poza tym, nie mam ochoty tracić ani minuty życia na zastanawianie się nad tym, czy moje oczy nie są osadzone za blisko siebie, co za idiotyzm. (śmiech)

 

DSC_0288

„Odkryłam szczęście w różnorodności, której nie da się doświadczyć będąc na żadnej diecie.”

 

Uwielbiam jeść w dobrych restauracjach, bo wizyty w nich to nie tylko doznania smakowe, ale też uczucie dopieszczenia. Poza tym, uważam, że karmienie się niedobrym jedzeniem powoduje wszystkie zło w naszym ciele i umyśle. Odkąd wyszłam z anoreksji, zaczęłam też odkrywać szczęście w różnorodności, której nie da się doświadczyć będąc na żadnej diecie, która zawęża jadłospis do smutnego serka wiejskiego i kilku orzeszków.

 

DSC_05001

„Nie chcę mieć ciała wyglądającego jak te na instagramie, bo żadne z nich nie nosi mojej historii, a osoba, która je posiada nie jest mną.”

 

Nie zamieniłabym mojego ciała na żadne inne, bo moje ciało to moja historia – od wszystkich zadrapań zrobionych przez mojego kota, po ślady tego, że po prostu dorosłam, którymi mogą być chociażby rozstępy. Może i to ciało nie jest idealne, ale jest ono efektem mojej miłości wyrażonej poprzez dbanie i troszczenie się o nie. Nie chcę mieć ciała wyglądającego jak te na instagramie, bo żadne z nich nie nosi mojej historii, a osoba, która je posiada nie jest mną.

 

 

 

Reklamy