Juju

 

“Dzięki gender queer odkryłam wolność. Wolność, dzięki której dostrzegłam najczystsze piękno w moim ciele, które przestało być ciałem kobiety, a zaczęło być po prostu moim ciałem.”  

Juju i mnie połączył zupełny przypadek – zostałyśmy przydzielone do jednego pokoju w internacie naszego liceum. Już po pierwszym zerknięciu miałam wrażenie, że ta dziewczyna musi wymiatać. Nie myliłam się.

 

_DSC0589

 

“Dla mnie qender queer to przekonanie, że moje płeć jest czymś niezwykle skomplikowanym i płynnym.”

Gdybym miała się przedstawić, powiedziałabym, że jestem po prostu człowiekiem, nie kobietą, czy mężczyzną.  Mówię o sobie gender queer. Każdy definiuje to w odmienny sposób i ja sama stałam w miejscu, dopóki nie ułożyłam własnej definicji tego pojęcia  – dla mnie gender queer to przekonanie, że moja płeć jest czymś niezwykle skomplikowanym i płynnym, przez co nie da się zamknąć jej w jednym słowie takim jak właśnie kobieta, czy mężczyzna.

 _DSC0697

“Kiedy mieszkałam w Ameryce, czułam, że odstaję od reszty: nie dość, że byłam Polką i miałam szalone włosy, to jeszcze miałam za małe cycki, żeby podobać się chłopakom.”

Moje myślenie nie powstało samo z siebie. Na pewno nie bez wpływu było wychowanie. Urodziłam się w USA i tam chodziłam do podstawówki i gimnazjum. W tamtych czasach moi rodzice byli bardzo konserwatywni – nie pozwalali mi ubierać się jak pozostałe dziewczynki, nosić najmodniejszych różowych ubrań, nie wspominając nawet o robieniu nawet najdelikatniejszego makijażu. Wyglądałam więc zawsze bardzo neutralnie. Na początku strasznie mnie to denerwowało, czułam, że odstaję od innych, słyszałam jak koleżanki się ze mnie podśmiechiwały i delikatnie bądź nawet agresywnie próbowały mi sugerować, że powinnam zmienić styl, żeby móc się z nimi trzymać. Dla dziecka takie zachowanie jest bardzo raniące. W obliczu tego miałam dwa wyjścia : mogłam przekonać rodziców, żeby zmienili poglądy, bądź zignorować innych i starać się żyć normalnie. Jako, że opcja pierwsza nie wchodziła w ogóle w grę, wybrałam opcję drugą. I tak przez mniej więcej połowę podstawówki ubierałam się jak chłopak i to właśnie z chłopakami spędzałam większość czasu. W gimnazjum było podobnie. Przez wszystkie te lata swojej totalnej neutralności czułam się względnie ok, jednak miałam poczucie tego, że jestem inna i odstaję w jakiś sposób od reszty. Nie dość, że nie byłam do końca Amerykanką i wyglądałam dosyć oryginalnie poprzez chociażby moje włosy, to jeszcze byłam ograniczona przez stereotyp kobiety. Wciąż wydawało mi się, że mam za małe cycki i nie ubieram się tak, żeby podobać się chłopakom. Nie umiałam przez długi czas uczuć tych nazwać, jednak ciągle mi towarzyszyły. Mając 16 lat przeprowadziłam się do Polski, gdzie zaczęłam chodzić do liceum. Zmieniło się wszystko łącznie ze mną. Powoli zaczęło docierać do mnie, że uczucie, które tak często mi towarzyszy, można jakoś nazwać. Dużo na ten temat czytałam, bardzo pomocne mi były doświadczenia innych. W końcu natrafiłam na określenie gender queer. To było to. Nareszcie znalazłam definicję siebie.

 

_DSC0619

“Bycie gender queer stało się dla mnie ograniczeniem, tak samo jak kiedyś kobiecość. Sporo czasu minęło, zanim zorientowałam się, że nie może tak być i postanowiłam to moje gender queer przedefiniować.”

Jednak po określeniu się jako gender queer, moje życie cudownie się nie zmieniło, nie odnalazłam szczęścia, wręcz przeciwnie, frustrowało mnie to. Bycie gender queer stało sie dla mnie kolejnym ograniczeniem, było etykietką tak samo, jak wcześniej było to z kobiecością. Wydawało mi się, że nie mogę nosić już spódnic, które wcześniej kochałam, nie mogę zachowywać się jak kobieta. Denerwowało mnie też, że mam kobiece ciało, które samo w sobie jest ograniczeniem. Bałam się, że ludzie, mimo mojej wewnętrznej zmiany, wciąż będą postrzegać mnie jako kobietę. Chciałam, żeby wszyscy byli świadomi mojej tożsamości. W końcu jednak zdałam sobie sprawę z tego, że wpadłam ze skrajności w skrajność, ciągle stoję w miejscu. Dostrzegłam, że moja płeć to totalnie moja sprawa i nikt wcale nie musi wiedzieć, że czuję się tak, czy inaczej. Wiem, kim jestem, a to, jak postrzegają mnie inni, w ogóle tego nie zmienia. Zaakceptowałam to, że czasami mam dni, w których czuje się bardziej kobieco i eksperymentuję z makijażem, a czasami czuję się bardziej męsko, zakładam koszulę brata i muszkę. Wtedy też jako wyraz buntu przestałam się golić. Trochę z tym eksperymentowałam i obserwowałam reakcje ludzi, co uświadomiło mi, jak wielka presja golenia się i ogólnie wpasowywania się w standardy ciąży na kobietach.

 

_DSC0584

“Dzięki gender queer odnalazłam wolność i dostrzegłam najczystsze piękno w moim ciele.”

Co mi dało gender queer? Wolność. Wolność, dzięki której odkryłam najczystsze piękno w moim ciele, które przestało być ciałem kobiety, a zaczęło być po prostu moim ciałem. Ciałem wcale nie pasującym do sztucznych standardów, z małymi piersiami, grubymi kostkami i ręką, której wciąż nie mogę do końca wyprostować. Ciało to jednak stworzone zostało dla mnie i specjalnie dla mnie. Właśnie dlatego każde uogólnienie, próba stworzenia jednego ideału jest bezsensowna. Każde ciało na świecie jest inne i to czyni je idealnym.

 

_DSC0683

“Często rozmawiam ze sobą na głos lub pisemnie. To taki mój rytuał, który pozwala mi pielęgnować przyjaźń z samą sobą.”

Utrzymuję przyjazne relacje z moim ciałem dzięki pewnemu rytuałowi: staję często w łazience nago przed lustrem i rozmawiam ze sobą. Otwieram się, bo nie mam jak się ukryć. Próbuję zrozumieć siebie, wytłumaczyć jakoś swoje emocje. Totalna szczerość. Myślę, że rytuał stawania ze sobą w całkowicie naturalnym stanie może nie tylko służyć podtrzymaniu dobrych relacji z ciałem, ale może też pierwszym krokiem do stworzenia ich i odnalezienia samoakceptacji. Jesteśmy sami ze sobą, kompletnie odizolowani od całej presji wywieranej przez media, znajomych, rodziców… Zmienia to relacje ze samym sobą i pozwala odświeżyć energię. To my jesteśmy właścicielami naszego ciała i to my decydujemy, jak bardzo je kochamy lub nienawidzimy.

 

_DSC0542_2

“Media przekształciły dobrą wartość jaką jest zdrowie w coś, co trzeba sprzedać.”

Wracając do medialnej presji bycia fit itp. Osobiście uważam bycie zdrowym i sprawnym za strasznie ważną rzecz. Media jednak zmieniły i wypaczyły obraz zdrowia, co mnie nawet nie wkurza, co obrzydza. Z dobrej wartości, jaką jest zdrowie, zrobiono coś, co trzeba sprzedać. Jeżeli chcę być zdrowa, to muszę mieć to, to i to. Jeżeli jest inaczej to coś jest ze mną nie tak. Kiedy patrzę na siebie przez pryzmat zdrowia definiowanego przez media, wydaje mi się, że coś jest ze mną nie tak, gdyż jem czekoladę, kiedy mam na nią ochotę i ruszam się, kiedy mam na to ochotę. Mogłabym teoretycznie więc obsesyjnie starać się zmienić moje przyzwyczajenia, ale nie zrobię tego. Cóż, może nie jestem najzdrowszą i najbardziej fit osobą na świecie, ale mam zdrowy stosunek do samej siebie.

 

_DSC0628

“Moje ciało jest moje. I to jest cudowne.”

Dlaczego nie zamieniłabym swojego ciała na żadne inne? Bo jest dokładnie takie, jak bym chciała. Nie widzę potrzeby zmiany czegoś, co jest idealnie dopasowane do mnie, takie, jak potrzebuję, a przede wszystkim moje.

 

Reklamy